Jeszcze parę lat temu myślałam, że moją misją jest pomaganie psom poprzez ludzi, bo tylko w taki sposób mogę do nich dotrzeć. Z biegiem lat dochodzę do tego, że moja misja, mój cel po drodze się zmienia. Okazuje się, że spotykając się z ludźmi i omawiając kłopoty psów oraz reakcje ludzi na te sytuacje dochodzimy zawsze do tego samego wniosku – najpierw trzeba zmienić myślenie, emocje i zachowanie człowieka, żeby mógł zmienić się pies! W tym samym czasie, gdy ja rozmawiam z ludźmi, moje psy pokazują psiakowi, który przyszedł do nas ze swoimi kłopotami, z jakich nowych zachowań/reakcji może skorzystać, aby poczuć się lepiej. Stąd moja obserwacja co do celu – pomagam ludziom, dzięki temu, że trafił do nich pies😊
Jeśli wolisz posłuchać tego tekstu, zapraszam Cię na YouTube.
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę i przyjrzyjmy się genezie tego od czego zaczęła się wspólna droga każdego z nas, żyjącego z psami. Nie wierzę w przypadki. Wierzę za to, że moment, w którym otwieramy serce a tym samym drzwi naszego domu lub drzwi naszego samochodu – bo np. znaleźliśmy psa na przystanku autobusowym – to moment, w którym zaczyna się nasza zmiana. Niewykorzystanie DARu jaki trafia do naszego życia byłby ogromną stratą. Nie chodzi o gloryfikowanie osoby psa, choć chętnie bym to uczyniła 😉.Chodzi o to, że one pojawiają się, żeby nam pokazać co siedzi w nas pięknego i dobrego jak i to jaką „robotę” mamy nad sobą do zrobienia. Żyjąc i pracując, z ludźmi i psami widzę jak często one nam mówią swoim zachowaniem „spójrz na mnie a powiem Ci jak się czujesz”, „chodź, popracujemy nad nami wspólnie”.
Nasze czworonożne „zwierciadełka” a czasem „wielkie lustra” mówią nam o naszych strachach, lękach i o tym jak oceniamy ich i siebie.
Zacznijmy zatem od przyjrzenia się siebie i tego jak my reagujemy na świat zewnętrzny. Na początek doprecyzujmy nomenklaturę, którą posługuje się psychologia oraz zoopsychologia.
Lęk to stan emocjonalny bardzo przypominający Strach. Oba te uczucia występują na skutek zachodzących w mózgu procesów, które są podobne i powodują też zbliżone reakcje fizjologiczne – min. przyspieszony oddech, zastyganie, ucieczkę, walkę.
Za emocję zwaną Lękiem odpowiedzialna jest kora mózgowa. Odpowiada ona za proces nazywany myśleniem. Reakcja na Strach, czyli realne zagrożenie powstaje w ciele migdałowatym mózgu.
Strach związany jest z zagrożeniami, które są zidentyfikowane, realne. Dla przykładu Strach będzie nam towarzyszył, gdy będąc w lesie podczas nadchodzącej burzy nad głowami będą nam huczeć drzewa, trzaskać łamiące się gałęzie. Reakcja będzie zatem adekwatna do sytuacji.
Lęk będziemy odczuwać, gdy nic bezpośrednio nam nie zagraża, siedząc w domu położonym od lasu w bezpiecznej odległości, ale nasze ciało reaguje intensywnie, gdy słyszymy dźwięki huczącego lasu i łamiących się konarów. Nasz mózg przypomina nam o scenach z filmu, przeszłych zdarzeniach z naszego życia lub zasłyszanych historiach. Zatem Lęk w dużej mierze wywołują nasze myśli.
Jaki to ma związek z życiem z psem?
Przejdźmy zatem do przykładu z życia człowieka żyjącego z psem.
Wychodzę na spacer do lasu/parku, w którym poprzedniego dnia mój pies pokłócił się z innym a do tego człowiek, z którym był napotkany pies nakrzyczał na mnie. Nieprzyjemne zdarzenie spowodowane było tym, że mój pies podbiegł do nieznanego nam psiaka, który był na smyczy i pokłócili się.
Na samą myśl, że mam pójść znów do tego parku już czaję ścisk w żołądku. Czy to jest strach? Nie to już jest lęk, bo na razie nie ma żadnego zagrożenia, jestem w przedpokoju.
Czy to jest tylko mój stan emocjonalny? Patrząc na mojego psa on/ona już wie, że jestem spięta i choć nie wie, gdzie jedziemy lub idziemy to wie, że coś jest na rzeczy.
Od czego zaczynam? O tego, że zauważam jak się czuję, akceptuję tę emocję, bo ona mówi mi, że ciało zapamiętało jakiś stres. Biorę kilka 4-5 baaardzo głębokich wdechów i wydechów i sprawdzam jak się czuję. Ciało właśnie dostało spora dawkę tlenu zatem powinno się poczuć lepiej.
Powiem w sekrecie tym z Was, którzy wierzą, że myśli kreują rzeczywistość, że to jest to moment, w którym wizualizuje sobie jak chciałabym, żeby było. Choć mój mózg walczy ze mną i kłóci się, że to niemożliwe, oddycham dalej i wymyślam swój scenariusz a nie ten który mi podpowiada Lęk.
Tutaj, mam kolejną dygresję 😊 Czy oglądaliście bajkę „W głowie się nie mieści”? oczami wyobraźni widzę, jak Strach przejmuje stery, Gniew przesuwa wajchę reakcji, ale w moim przypadku Radość przerywa im tę zabawę i mówi „o nie! Nie odbierzecie mi frajdy ze spacerów”!!! I tak mój scenariusz zapisuję w ciele i na spacer wychodzę z inną energią😊
Właśnie poznaliście mój świat dziecka który wyciąga mnie z niejednej opresji 😉
A teraz serio! Gdyby takie zdarzenie mocno mną wstrząsnęło nie idę do tego lasu/ parku następnego dnia. Zabieram siebie i psa w przyjemne, łatwe miejsce, gdzie czujemy się dobrze. Jeśli trzeba, biorę wolne, zmieniam godziny pracy, bo stało się dla mnie i mojego psa coś ważnego, coś trudnego, coś czemu potrzebuję dać uwagę. Jeśli podejmuje decyzję, że dam sobie z tym radę idę do lasu zwracając uwagę na to jak się czuję i jak czuje się mój pies. Jestem uważna na to co dzieje się w okolicy. Szukam łatwych, przyjemnych ścieżek, jeśli to możliwe nie wchodzę w konfrontację z kimkolwiek – mijam psy i ludzi duuuuużym łukiem, dbam o spokój swój i psa. Wracam do domu i umawiam się na spotkanie z behawiorystką 😊, bo pora coś z tym zrobić.
A teraz wariant dla tych z Was, którzy wiedzą, jak mijać inne psy i uczestniczycie już w spotkaniach z psami wspierającymi pod opieką behawiorystki/behawiorysty.
W każdym procesie jest progres i regres. Każda z tych części jest niezbędna w zmianie. Jeśli ja mam gorszy dzień, straciłam uważność albo moje ciało było w lesie a głowa w innym miejscu to takie zdarzenia pokazało mi jak się sprawy mają – jak się czuję i jak reaguje mój pies. Nie ma się co przywiązywać do zdarzenia i utrwalać go sobie w głowie tylko na najbliższym spotkaniu z osobą, która wspiera mnie w tym zakresie opowiadam o zdarzeniu i wracam do działania. Co to znaczy? Spotykamy się nadal lub częściej z psami, od których mój pies się uczy a będąc w tym lesie/parku, w którym miało miejsce zdarzenie szukam psów, aby samemu aranżować sobie pole do ćwiczenia mijania, aby nie dać się przypadkowi i samemu wystawiać siebie i psa na takie zdarzenia. Nabierać wprawy, aby uwierzyć, że umiem, że to był tylko przypadek i że potrafimy – ja i mój pies- zareagować inaczej.
Jak się ma to wszystko do pewności siebie?
Ano tak, że jeśli nie zostaję w roli ofiary, nie rozmyślam nad tym co było tylko buduję w swojej głowie nowy wizerunek siebie jako uważnego człowieka/opiekuna i moje psiego kumpla, który umie zachować spokój.
Kiedy nasza pewność siebie, jest w kiepskiej kondycji, każdy kto nas spotka i zwróci nam uwagę zabiera nas w świat „nie da się” „mój pies jest agresywny”, „jestem do dupy opiekunem”. Ale spójrzmy prawdzie w oczy! Kto z nas albo nawet tych osób, które nas oceniły nie miał gorszego dnia, komu nie zdarzyło się stracić uważność? Kto z nas jest idealny? Na szczęście nikt…uffff… Już można się wyluzować, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Nasze psy też nie są idealne i też mają gorsze dni, więc kiedy idą na spacer dwie istoty, które mają na siebie wpływ i obie nie maja dobrej formy to mamy przepis na awarie. No i co? Nic! Wszystko da się naprawić. Uśmiechnij się zatem do tego zdarzenia i do roboty 😉
Zapraszam Cię na spotkanie. Porozmawiamy o tym co Was trapi 😊






